TOP 7: Miejsca jak z bajki!

TOP 7: Miejsca jak z bajki!

Na świecie jest wiele zachwycających miejsc, które wyglądają niczym wyjęte z bajkowej scenerii. Zebrałam 7 takich większych i mniejszych miejscowości w Europie, w których doświadczyć tego nierzeczywistego klimatu.

Próbowałam. Naprawdę starałam się ze wszystkich sił uporządkować poniższą listę od najmniej bajkowych do najbardziej. Ale to praktycznie niemożliwe! Każde z zaprezentowanych miejsc zasługuje na tytuł: „Miejsca jak z bajki”. I każde wzbudza mój zachwyt. Tak więc zostawiam listę taką – w nieidealnym porządku (chociaż zdradzę, że nr 1 i 2 akurat udało mi się dobrze przyporządkować – to najpiękniejsze miejsca jakie dotąd widziałam).

Oto subiektywna lista TOP 7 miejsc jak z bajki.

7. Luksemburg – miasto z zapierającym dech parkiem

Stolica Luksemburgu, czyli miasto o tej samej nazwie, nie jest być może najpopularniejszym kierunkiem, a szkoda, bo to niesamowite miejsce! W większości miast europejskich (o innych nie chciałabym się wypowiadać, bo nie mam jeszcze wielkiego doświadczenia) jest tak, że przez centrum przechodzi rzeka, która dzieli miasto. Jednak w centrum Luksemburgu znajduje się ogromny park. Może lepiej byłoby powiedzieć, że znajduje się on pomiędzy lub pod centrum, bo leży poniżej poziomu miasta! Nad nim przechodzi kilka mostów, które łączą obie te części. Całość tworzy niecodzienny widok.

Miejsce jak z bajki Luksemburg park
Miejsce jak z bajki Luksemburg most
Miejsce jak z bajki Luksemburg katedra

6. Miejsca jak z bajki na Litwie – zamek i domy Karaimów w Trokach

Troki to miasto pod Wilnem, na Litwie. Co ciekawe, do tej pory można tam spotkać wiele osób posługujących się językiem polskim, chociażby ze względu na to, że do 1945 roku były to polskie tereny (nie wchodząc już w historyczne niuanse). Ostatni raz byłam tam w 2012 roku, ale do tej pory pamiętam piękne Troki. Zamek na wyspie, uliczki, przy których stoją domy w stylu typowym dla Karaimów, kibiny ( wege lub z czekoladą) – wracam pamięcią do tych doświadczeń z uśmiechem na twarzy. I polecam każdemu odwiedzenie Trok lub nawet zrobienie sobie z nich bazy wypadowej do zwiedzania Wilna (dojazd jest całkiem ok, a można nocą przejść się pod zamek, co stanowi piękny widok).

Miejsca jak z bajki Troki zamek
Miejsca jak z bajki Troki domek Karaimi

5. Heusden – wioska na planie gwiazdy

Heusden to niewielka, stara holenderska miejscowość w prowincji Brabancja Północna. Mieszkałam nieopodal, gdy wyemigrowałam do Holandii, więc miałam okazję kilka razy Heusden odwiedzić. Stąd może pewien sentyment. Cóż, zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia.

Na mapach Heusden widziane z góry przypomina gwiazdę. Jest to naprawdę urocze miejsce z typową dla holenderskich miasteczek architekturą z czerwonej/brązowej cegły. Warto przespacerować się ulicami, poodkrywać zakamarki i przejścia. Dodatkowym atutem jest De Pannekoekenbakker Heusden, czyli naleśnikarnia, w której można spróbować różnych wariacji smakowych naleśników – od klasycznie słodkich, przez mięsne, serowe czy rybne. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, bo w menu znajdziemy ponad 100 różnych smaków!

Miejsce jak z bajki Heusden naleśnikarnia
Miejsca jak z bajki Heusden
Miejsca jak z bajki Heusden ulica
Miejsca jak z bajki Heusden wiatrak

4. Pontevedra – miejsca jak z bajki na trasie Camino?

Pontevedra to miasto w Galicji, w północno – zachodniej części Hiszpanii. Miałam okazję ją zobaczyć przy okazji Camino Portugues, więc istnieje możliwość, że moja ocena tego miejsca wynika również z tego, że po prostu zbliżałam się wtedy do Santiago de Compostele i wszystko było dla mnie „jak z bajki”. Jednak tylko Pontevedrę wpisałam na tę listę TOP 7… Chyba jest w tym coś więcej 😉

W mieście warto chociażby się przespacerować po głównym placu (Casco Antiguo de Pontevedra), który pamięta jeszcze czasy średniowiecza, a także zajść do jednej z lokalnych knajpek na tapas. Jeżeli ktoś ma ochotę, to może zwiedzić liczne zabytki architektury sakralnej m.in. bazylikę Santa María la Mayor i przespacerować się pięknym mostem Ponte do Burgo nad rzeką Lérez.

Miejsca jak z bajki Pontevedra plac
Miejsca jak z bajki Pontevedra plac
Miejsca jak z bajki Pontevedra most

3. Kinderdijk – kwintesencja Holandii

Z czym kojarzy się Holandia? Nie licząc skojarzeń z substancjami w Polsce niedozwolonymi (niektórzy wskazywali to jako pierwsze skojarzenie), Holandia to przede wszystkim kraj wiatraków, a po dłuższym przemyśleniu również kraj tulipanów, kanałów, sera i chodaków. Dlatego też Kinderdijk jest kwintesencją tego, co holenderskie.

Kinderdijk to mała miejscowość ok 15 km od Rotterdamu, od 1997 roku wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest to atrakcja, która zakłada spacerowanie wzdłuż kanałów i podziwianie systemu 19 wiatraków, które mają za zadanie regulowanie poziomu wody w kanałach. Do niektórych wiatraków można wejść i zobaczyć jak mieszkali (i w niektórych do tej pory mieszkają!) ludzie. To naprawdę przyjemne miejsce na weekendowy odpoczynek (gdy mieszka się w Holandii), ale także gdy chcemy poznać Holandię i zwiedzić coś więcej niż Amsterdam.

Miejsce jak z bajki Kinderdijk
Miejsce jak z bajki Kinderdijk sadzawka

2. Procida

Na wielu przewodnikach po Neapolu na okładce możemy zobaczyć właśnie te kolorowe domki. A żeby dotrzeć na Procidę trzeba pokonać kawałek Morza Tyrreńskiego, bo jest to niewielka wysepka. Większość turystów udaje się na Ischię czy Capri, dlatego nie ma tam tłumów (przynajmniej we wrześniu).

Aby dostać się na Procidę, trzeba wybrać się do portu w Neapolu i skorzystać z promu (podobno można się tam dostać również wodolotem, ale niestety nie odważyłyśmy się z koleżanką na tę formę podróży). Na przejście się po wyspie i plażowanie wystarczy jeden dzień, ale obiecuję, że to będzie dzień jak z bajki… Włoskiej bajki 😉

Miejsca jak z bajki Procida kolorowe domki koło Neapolu
Miejsce jak z bajki Procida Ola
Miejsce jak z bajki Procida zamek

1. Masca – mój faworyt rankingu „Miejsca jak z bajki”

Ze wszystkich miejsc, które miałam szczęście odwiedzić, Masca jest najbardziej bajkowym, zapierającym dech w piersiach, po prostu niesamowitym! Jest to wioseczka w górach na Teneryfie. Można tam usiąść w kawiarni, pozachwycać się widokiem, pomedytować czy przejść się i porobić cudne zdjęcia. To miejsce inspirujące, piękne, (poza paliwem) darmowe i warte odwiedzenia.

Na spokojnie (jeżeli można spokojną nazwać wąską drogę pełną zakrętów i autokarów!) dojedzie się tam np. z Icod de los Vinos, gdzie nocowałam w hostelu Miniomków (jeżeli nie znacie Vicky i Dammiena, to gorąco polecam! Bardzo ich lubię – i blogowo, i osobiście :)) W drodze warto zatrzymać się w punktach widokowych, które prezentują majestat gór na Teneryfie. Zdecydowanie jeszcze tam wrócę!

Miejsce jak z bajki Masca kapliczka
Miejsce jak z bajki Masca widok

Tworzenie wspomnień w danym miejscu dodaje mu uroku. Dlatego też powyższa lista TOP 7 miejsc jak z bajki jest bardzo subiektywna. Kiedy zamknę oczy mogę tam powrócić. Zobaczyć ludzi, którzy mi towarzyszyli, poczuć prażące słońce czy wilgotny wiatr, usłyszeć gwar rozmów i cykanie świerszczy. I całe serce zalewa mi zachwyt pomieszany z wdzięcznością, że mogłam tego doświadczyć. Podobnie może być u Ciebie, ale w odniesieniu do zupełnie innych miejsc. Jestem ogromnie ciekawa, jakie miejsca byłyby na Twojej liście. Zachęcam do podzielenia się nimi w komentarzu. Może odwiedzę któreś z nich w kolejnej podróży…

AUTOR TEKSTU

Ola Radomska – psycholog, psychoterapeuta DBT, a równocześnie wagabunga – podróżująca, wędrująca dusza. Kobieta, której bliskie są idee Biegnącej z wilkami. Podróżuje solo, ale także w parze czy w ramach siostrzanych wypadów.

Pisze głównie o uważności, emocjach i podróżach zmieniających życie.

Poznaj przepiękną trasę Camino Portugues da Costa!

Poznaj przepiękną trasę Camino Portugues da Costa!

Od wieków ludzie pielgrzymują szlakiem św. Jakuba, aby zbliżyć się do Boga, usłyszeć siebie, odnaleźć swoje życiowe powołanie, pozostawić za sobą to, co dłużej już nie jest częścią ich życia. To duchowa wędrówka, przygoda, o jakiej się marzy w przypływie melancholii, a także aktywny wypoczynek. Jak wybrać się w tę niesamowitą podróż?

Camino de Santiago obejmuje wiele tras, głównie przez Hiszpanię, Portugalię, Francję, lecz nie tylko – można podróżować przez całą Europę. Od wieków tymi drogami licznie wędrują pielgrzymi. Idą pieszo, jadą rowerem lub konno w celach religijnych, rozwojowych czy turystycznych. Wędrówka pozwala realizować się na każdej z tych płaszczyzn. Marzyłam o wybraniu się na Camino kilka dobrych lat, zanim zdecydowałam się na ten śmiały krok. Wybrałam Camino Portugues da Costa, o której to trasie chciałabym opowiedzieć w tym wpisie.

Camino Portugalskie jest jednym z chętniej wybieranych przez Polaków szlaków św. Jakuba, ale nie ma co spodziewać się tłumów naszych rodaków. Popularność tego camino może wynikać z faktu, że jest to stosunkowo niedługa trasa (przejście Camino da Costa zajęło mi 10 dni, jednak warto zarezerwować sobie ok. 3 dni więcej).

Trasa Camino Portugues da Costa

Trasę Camino Portugues da Costa przemierzamy większość czasu wzdłuż oceanu po portugalskiej stronie. Następnie w Hiszpanii, za Vigo, odbijamy w głąb lądu. Poniżej zamieściłam swoją trasę z zaznaczonymi miejscowościami, w których się zatrzymywałam np. na noc lub przekraczałam granicę (promem!). Gdy kliknie się w poniższe mapki, w nowej karcie otworzy się mapa Google z wyznaczoną trasą.

camino portugues trasa
Camino Portugues trasa II

Skąd rozpocząć naszą wędrówkę? Standardowo startuje się z Porto, jednak chcąc ominąć przedmieścia, postanowiłam podjechać metrem / lokalnym pociągiem do Póvoa de Varzim i stamtąd rozpocząć swoją kobiecą pielgrzymkę.

Co dobrze wiedzieć wcześniej?

Najpierw jednak warto wybrać się do katedry w Porto, gdzie zakupimy Credencial del Peregrino, czyli oficjalny paszport pielgrzyma. Jest on niezbędny, aby nocować w albergues, czyli domach pielgrzyma (caminowicza). W niektórych restauracjach paszport uprawnia do zniżek, a dodatkowo możemy zbierać w nim pieczątki na trasie, co stanowi pamiątkę na całe życie i potwierdzenie naszej pielgrzymki. Będzie to istotne w Santiago de Compostela, gdzie możemy ubiegać się o potwierdzenie przejścia Camino, czyli Compostelę. Koszt paszportu (w 2019 roku) to ok. 5 euro. Można go również zakupić przed wyprawą, przez internet. Z tego, co kojarzę, dostępna jest nawet oficjalna polska wersja językowa paszportu.

Porto - katedra - Camino Portugues

Katedra w Porto, gdzie można zakupić Credencial del Peregrino, czyli bardzo przydatny, tzw. paszport pielgrzyma.

Credencial - Camino Portugues

Podążając szlakiem, wystarczy w gruncie rzeczy kierować się muszlami, drogowskazami, żółtymi strzałkami czy zapytać kogoś po drodze. Czasami inni pielgrzymi czy mieszkańcy miejscowości, przez które przechodzimy, sami nas pokierują, widząc, że idziemy totalnie w innym kierunku niż powinniśmy (tak, mówię o sobie ;)). Dobrym rozwiązaniem może być jednak zainstalowanie aplikacji mobilnej przeznaczonej dla osób wędrujacych Camino. Ja korzystałam z Camino Tool, którą mogę z czystym sercem polecić. Nie jest doskonała, ale była naprawdę przydatna. Wskazuje ona trasę (co bywało pomocne, bo zdarzało mi się trochę gubić), a także miejsca noclegowe czy restauracje (dzięki niej znalazłam swój pierwszy nocleg w Esposende).

Muszla - Camino Portugues de Costa
Muszla - Camino Portugues de Costa

Granicę pomiędzy Portugalią a Hiszpanią przepraczałam w miejscowości Caminha, skąd popłynęłam promem do wybrzeża hiszpańskiego. Bilet kupimy w porcie. Zanim jednak wypłyniemy polecam przejść się po głównym placu Caminhy. W czerwcu było tam cudownie – słońce, kwiaty, uśmiechnięci ludzie.

Noclegi

Podczas wędrówki wielu pielgrzymów nocuje w oficjalnych publicznych albergues. Można również skorzystać z prywatnych hosteli, które nie są jakoś wyjątkowo drogie, a mają równie ciekawą atmosferę. Poniżej polecę kilka najlepszych, na które miałam przyjemność się natknąć:

Generalnie podczas podróży nie ma konieczności wcześniejszej rezerwacji miejsca noclegu. To jest w Camino najpiękniejsze – idzie się z niewielkim dobytkiem, bez pośpiechu, bez sztywnego planu. Po prostu się żyje, tu i teraz.


Od mojego Camino Portugues da Costa minęło już 1,5 roku, a mimo to całym sercem tęsknię za wędrówką trasą św. Jakuba. Stąd w ogóle nazwa tego bloga – Kobiece Camino. Bo to droga, która zmienia życie – buduje hart ducha, otwiera, pomaga rozkwitnąć. Bywa trudna, a jednocześnie staje się sposobem na życie.

Będąc w Santiago de Compostela, obiecałam sobie, że jeszcze wrócę na szlak, więc jeżeli masz jakieś pytania albo rekomendacje dla mnie, to napisz komentarz pod tym wpisem.

AUTOR TEKSTU

Ola Radomska – psycholog, psychoterapeuta DBT, a równocześnie wagabunga – podróżująca, wędrująca dusza. Kobieta, której bliskie są idee Biegnącej z wilkami. Podróżuje solo, ale także w parze czy w ramach siostrzanych wypadów.

Pisze głównie o uważności, emocjach i podróżach zmieniających życie.

5 magicznych miejsc na Podlasiu, które musisz zobaczyć

5 magicznych miejsc na Podlasiu, które musisz zobaczyć

Gdyby za 50 lat świat stał się miejscem niczym z apokaliptycznych opisów, to Podlasie zostałoby niewzruszone. To miejsce, gdzie zatrzymał się czas. Więc i Ty możesz tam złapać oddech.

Jak pisałam we wpisie: Co mają podróże do psychologii?, jednym z polecanych przeze mnie sposobem na podróż, która poza fukncją rozrywkową, ma zmienić coś w naszym życiu jest praktyka uważności w podróży. A Podlasie jest naprawdę dobrym miejscem do takiego autotreningu umiejętności DBT.

Mam wrażenie, że nawet gdyby za 50 lat świat wyglądałby jak z apokaliptycznych wizji, które maluje chociażby Gluchowsky w Metrze 2033, to Podlasie pozostałoby niewzruszone. Z chatami z drewna, kolorowymi meczetami czy szeptuchami, o których słychać po dziś dzień. Tak to sobie wyobrażam.

I dzięki temu mam tam poczucie bezpieczeństwa, swojskości i pewnej dozy magii, której nie doświadczy się nigdzie indziej. Gdzie dokładanie warto się wybrać, żeby tego doświadczyć?

Podlasie – chaty z drewna, a w nich serdeczni ludzie

Nie byłam wcześniej w tych stronach mimo to, że mieszkam całkiem niedaleko (Warmia). Pierwszą miejscowością na Podlasiu, którą odwiedziłam w swoim życiu, była Suchowola.

Miejsce nr 1. Suchowola

W okolicach prowadziłam warsztaty dla dzieciaków nt. radzenia sobie ze stresem, więc w samej Suchowoli spędzałam głównie jesienne wieczory, ale to, co rzuciło mi się w oczy, to żywe skanseny! Okoliczne miejscowości, ale też większe miasteczka pełne są drewniachych chat. Kolejna kwestia, która wydała mi się niecodzienna to ludzie. Wydają się być bardzo serdeczni. Kilka razy potrzebowałam pomocy i okazywało się, że bez problemu ją otrzymywałam.

W Suchowoli nocowałam w Pensjonacie Poniatowskim. Miejsce mogę polecić, chociaż do najtańszych nie należało. Może się za to pochwalić restauracją z bardzo dobrą kuchnią – również ze speciałami dla koneserów kuchni wegetariańskiej.

Suchowola jest świetną bazą wypadową do odwiedzenia Biebrzańskiego Parku Narodowego. Znajdziemy w niej również wiele pamiątek po bł. ks. Jerzym Popiełuszko, który urodził się w niedalekiej wsi – Okopy. Suchowola jest uznana również za Geograficzny Środek Europy, więc w mieście stoi głaz, który o tym informuje.

Czy Podlasie jest miejscem, które może uczyć nas tolerancji?

Wiem, że o Podlasiu jest sporo memów. Często przedstawia się Białystok i okolice jako miejsce nietolerancyjne i zacofane. Ale! To tutaj od lat żyją obok siebie trzy wyznania – we względnym spokoju i tolerancji: Katolicy, Prawosławni i Tatarzy.

Miejsce nr 2. Sokółka (i Różanystok)

W centralnym miejscu miasta stoi sanktuarium, które naprawdę warto odwiedzić. Dlaczego? Sanktuarium robi wrażenie zarówo jako element architektury sakralnej, ale także dlatego, że jest tam niecodzienna atmosfera, której nie da się nie doświadczyć. Sokółka jest miejscem, które zasłynęło z tzw. „Cudu Eucharystycznego” w 2008 roku. I ta atmosfera podniosłości, niezwykłości po prostu się udziela. Pewnie tym bardziej, jeżeli osoba, która odwiedza sanktuarium jest wierząca (osobiście jestem Katolikiem a równocześnie jestem przekonana, że każdy – bez względu na religię może odwiedzić to miejsce).

Nie poświęciłam osobnego punktu na Różanystok, ale będąc w okolicy, warto zajechać. Nie jest on w okolicach Sokółki, co prawda, ale tam również znajdziemy niewielkie sanktuarium z pięknym obrazem Matki Bożej.

Powyżej sanktuarium w Sokółce, po prawej obraz Matki Bożej z sanktuarium w Różanymstoku.

Miejsce nr 3. Święta Woda

Muszę trochę sprostować ten punkt. Nie zatrzymałam się w Świętej Wodzie, ale miałam okazję zobaczyć słynną Górę Krzyży, o której chciałabym tu wspomnieć. Święta Woda to miejsce bardzo blisko Białegostoku, w Wasilkowie. Od średniowiecza słynęło z uzdrowień i cudów. Jednak pierwszy udokumentowany przypadek miał miejsce dopiero w XVIII w.

Góra Krzyży w Święcej Wodzie – jak sama nazwa wskazuje – to miejsce, gdzie ludzie pozostawiają krzyże w podziękowaniu lub z prośbą o łaski. Jest ich tam naprawdę ogromna ilość, co robi wrażenie – nawet z okien samochodu.

Kolorowe meczety i kultura tatarska na Podlasiu

Jak pisałam wyżej, Podlasie jest miejscem styku trzech kultur. Jedną z nich jest kultura tatarska, której nie znajdziemy w innych regionach Polski. Oprócz znanego, zielonego meczetu w Kruszynianach, zachęcam do odwiedzenia innego miejsca…

Miejsce nr 4. Bohoniki

Gdy jesteśmy już w Sokółce, to warto odwiedzić oddalone o około 10 km Bohoniki. Stoi tam uroczy meczet tatarski, po którym oprowadziła mnie opiekunka tego miejsca. Można wcześniej się umówić telefonicznie na zwiedzanie (P. Eugenia Radkiewicz tel. 85 711 9171) lub też pójść do budynku po przeciwnej stronie ulicy, gdzie ktoś na pewno nam pomoże. Znajduje się tam restauracja, w której można przy okazji spróbować tatarskich specjałów.

Gdy jesteśmy oprowadzani po meczecie, mamy okazję poznać historię i kulturę Tatarów. Muszę jednak uprzedzić, że warto uważnie się temu przysłuchiwać… Pani po skończonej opowieści odpytywała mnie! Jeżeli więc chcemy dobrze wypaść a równocześnie jesteśmy ciekawi (warto!), to polecam pozostawanie tu i teraz, zamiast rozglądania się i odpływania myślami. Czy to nie doskonałe ćwiczenie uważności?

Cerkwie i ikony

Podlasie to również region zamieszkania osób wyznania prawosławnego, dzięki czemu mamy możliwość przyjrzenia się ich kulturze i spuściźnie. W tym celu polecam odwiedzić Supraśl.

Miejsce nr 5. Supraśl

Zacznijmy od monasteru, czyli Cerkwi Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Supraślu, która jest potężną, surową i zapierającą dech w piersiach budowlą. Jest urządzony stosunkowo skromnie (porównując do cerkwi, które miałam okazję zobaczyć m.in. w Gruzji), co może wynikać z historii tego miejsca. Podczas II wojny światowej został praktycznie doszczętnie zburzony. Jego odbudowę rozpoczęto ok. lat 90.

Aby odwiedzić monaster, można wybrać się w każdy dzień poza poniedziałkiem (i świętami). Kiedy sama go odwiedzałam, po prostu przeszłam przez bramę i poszłam dopytać do sklepiku z pamiątkami jak mogę to zrobić. Koniec języka za przewodnika – jak to mówią. Grupy muszą się jednak wcześniej umówić.

Niedaleko cerkwi jest Muzeum Ikon, gdzie możemy nie tylko zobaczyć przepiękne ikony, a także posłuchać o sztuce pisania ikon czy stosowanej w nich symbolice. Podczas mojego zwiedzania przewodniczka opowiadała również historię monasteru.

W samym Supraślu warto przejść się głównymi uliczkami, chociażby po to, by zobaczyć liceum plastyczne, które mieści się w Pałacu Buchholtza (zdjęcie poniżej, po lewej).

W Supraślu nocowałam w hostelu Incognito. Miejsce w porządku pod względem cenowym, sanitarnym czy lokalizacji, ale nie zachwyca jakoś szczególnie. Za to zjeść w Supraślu polecam w Restauracji Prowincja. Kuchnia tradycyjna, ale znalazłam coś dla wege podróżnika. Wszystko podane starannie, w sympatycznej atmosferze.


Powyższa lista zdecydowanie nie wyczerpuje repertuaru atrakcji, które oferuje Podlasie. To piękny region łączące ducha historii i tradycji, różnorodności kulturową, niecodzienną architekturę i naturę. Sama mam zamiar jeszcze go odwiedzić by poznać nowe miejsca i doświadczyć serdeczności ludzi. Gdzie jeszcze warto się wybrać? Może masz dla mnie jakieś podpowiedzi? Koniecznie napisz mi w komentarzu!

AUTOR TEKSTU

Ola Radomska – psycholog, psychoterapeuta DBT, a równocześnie wagabunga – podróżująca, wędrująca dusza. Kobieta, której bliskie są idee Biegnącej z wilkami. Podróżuje solo, ale także w parze czy w ramach siostrzanych wypadów.

Pisze głównie o uważności, emocjach i podróżach zmieniających życie.

Czy podóż może zastąpić terapię?

Czy podóż może zastąpić terapię?

Może zapytasz: jesteś terapeutką, a piszesz o podróżach? Tak! Bo wierzę, że różnorakie wyprawy są w pewnym sensie małymi (lub większymi) procesami terapeutycznymi. Można powiedzieć, że to podróże terpeutyczne.

Każda podróż niesie za sobą nowe. Nowe doświadczenia, nowe znajomości, nowe spojrzenie. Uczymy się czegoś nowego o sobie, o innych i o świecie, a dzięki temu możemy coś zmienić w swoim życiu. I jak przewrócona kostka domina, wprowadzimy do swojego życia nową jakość – nawet bez większego dalszego zaangażowania z naszej strony. To się po prostu zadzieje!

3 sposoby na terapeutyczne podróżowanie

Każda podróż pisze inny rodział naszej historii. Kiedy myślę o swoich wjazdach, opowiadam w głowie historię o robieniu tego, co niemożliwe, o realizacji marzeń, o odwadze, wolności, o przyjaźni czy miłości.

Jak wybrać się w odpowiednią podróż? Taką, która będzie nie tylko odchaczeniem miejsca na liście, ale wprowadzi coś nowego i dobrego do naszego życia.

Sposób nr 1

Spontaniczny wyjazd. Czasami nie potrzeba pełnego planu, a jedynie chęci i otwartości. Okazuje się wówczas, że to, czego najbardziej potrzebowaliśmy, samo do nas przyszło.

Spontaniczna podróż? To może być niezapomniana przygoda! Fot. J.Bucova, Sorrento, Włochy, 2018

Tak wyglądał mój wyjazd do Włoch w 2018 roku, kiedy to koleżanka szukała towarzysza podróży, a ja miałam akurat możliwość. Nie planowałam tego zupełnie, a równocześnie to był cudowny wyjazd – pełen babskiej energii i chillu!

Sposób nr 2

Zrób to, co chodzi Ci po głowie od dawna. Gdy ktoś pyta Cię o to, gdzie chciałabyś/ chciałbyś pojechać, to odpowiedź sama ciśnie się na usta. Nasze marzenia, pragnienia są doskonałym drogowskazem, z którego naprawdę warto skorzystać.

Camino, które odbyłam samotnie w 2019 roku wzniosło mnie na wyższy level w zakresie pewności siebie, wytrwałości i wewnętrznego poukładania. A myślałam o tej podróży już jakieś 5 lat wcześniej!

Fot. A.Radomska (czyli ja :)), Camino Portugues, 2019

Gdy już znajdziesz swoją drogę, nie lękaj się. Miej odwagę popełniać błędy.

Paulo Coelho

Sposób nr 3

Natura, ruch i uważność. Kwintesencją tych trzech słów są dla mnie góry, które z całego serca rekomenduję wszystkim, którzy czują się przytłoczeni zgiełkiem codzienności.

A może wyjazd w góry połączony z warsztatami uważności w 2021? Fot. K.Stanley, Tatry, 2019

I nie jest to wyłącznie moja subiektywna opinia. Idąc po górskim szlaku, potrzeba być uważnym by każdy kolejny ruch był bezpieczny. Dodatkowo surowość i majestat szczytów robią takie wrażenie, że ciężko zagłębić się w rozmyślania zamiast pozostawać tu i teraz.

Podróże terapeutyczne? Czy podróż zastąpi terapię?

Niektórzy twierdzą, że tak. I myślę sobie, że mogą mieć rację – dla nich podróż wprowadziła niezbędną zmianę (np. zmianę środowiska, nawyków, diety, podejmowanie aktywności, uczenie się nowych informacji o sobie, wzrost pewności siebie). Jednak nie każdy skorzysta w ten sposób z podróży i nie zastąpi ona profesjonalnej psychoterapii.

Zobacz: Sesje indywidualne

Mimo wielu podróży, które przyporządkowałabym do kategorii Podróży zmieniających życie, zdecydowałam się na terapię własną. I nie żałuję! Dlatego też nie rekomenduję podróży zamiast terapii, równocześnie zachęcając do połączenia obu tych form.

I życzę Wam (i sobie), by kolejny rok przyniósł nam więcej możliwości do swobodnego podróżowania. Podróże terapeutyczne powrócą! Tymczasem będę o podróżach pisała 😉


Jeżeli podobał Ci się ten artykuł lub masz jakieś pytania, zostaw po sobie jakiś ślad, skomentuj go. Napisz kilka słów od serca, będzie mi ogromnie miło .

Ola Radomska

Czy samodyscyplina jest groźna dla ducha?

Czy samodyscyplina jest groźna dla ducha?

Samodyscyplina, wytrwałość i systematyczność w działaniu są ważne. Wielu guru mówi, że samodyscyplina jest niezbędna. Że bez tego nie zajdziemy nigdzie… Jednak o wiele łatwiej będzie nam wykorzystywać silną wolę, gdy będziemy pracować nad celami, które są dla nas naprawdę ważne. Jak działać by nie więzić swojej duszy?

Wiesz, czasami czuję ogromny opór przed pisaniem i publikacją postów na bloga. Noszę w sobie historie warte opowiedzenia. Tak uważam. Chciałabym podzielić się wieloma refleksjami, doświadczeniami. Podzielić się jakąś częścią swojej codzienności, odkryciami poczynionymi w pracy z przekonaniami. Bo może na drugim końcu globu będzie dziewczyna (czy chłopak), która przeżywa dokładnie to samo (albo coś bardzo podobnego). A to miejsce w sieci będzie dla niej wsparciem, impulsem do uśmiechu i myśli „Nie jestem sama, ktoś mnie rozumie”.

Z taką intencją weszłam w ten blogowy świat kilka lat temu. Chciałam (i nadal jest to moją główną motywacją) zmieniać świat na lepsze, poprzez wspieranie tych, którzy nie czują się dobrze ze sobą i swoim życiem – przeżywają coś trudnego, cierpią z powodu sączącego się smutku, poczucia bezradności czy natrętnego zamartwiana się. W końcu byłam tam: w ciemnym zaułku mojej duszy, w depresji. I wybrałam psychologię jako moją życiową drogę. Dlaczego więc czasem czuję opór przed pisaniem? Czy to prokrastynacja?

Chyba trochę tak. Jednak jest jeszcze inny ważny czynnik. Często filtruję to, o czym piszę, i popieram swoje wywody wiedzą psychologiczną. Boję się oceny, odsłonięcia tej swojej bardzo ludzkiej i podatnej na zranienia cząstki. Wpadłam w śmieszną pułapkę pt. „Czytają mnie ludzie, których znam w zupełnie innym kontekście”: moi rodzice, a raczej każde z osobna, nauczycielki z podstawówki, znajomi z prac, w których nie trąbiłam na lewo i prawo o blogu (To mi się naprawdę zdarza!). I chociaż całym sercem czuję, że chciałabym napisać o czymś bardzo osobistym, ego podpowiada bym poskromiła swoje ekshibicjonistyczne zapędy. W nagrodę znika motywacja, wena i radość z blogowania. Pasja wychodzi tylnym wyjściem, pukając się w czoło, bo nie jest istotą, którą mogłabym dowolnie ustawiać i tresować. Dlatego też przeniosłam dużo refleksji na Instagrama. Tam jest mi łatwiej się otworzyć.

To może warto postawić na samodyscyplinę?

Wielokrotnie słyszałam podczas sesji z klientkami, że chciałyby mieć w sobie siłę by „wziąć się za mordę” i działać efektywnie pomimo tego, że wewnątrz czują opór, rozpacz gdzieś w głębi duszy. Nie myśleć, nie czuć, tylko działać, robić wciąż więcej i więcej osiągać. Przecież jest tyle do zrobienia, a tak niewiele czasu!

Cóż, samodyscyplina, wytrwałość i systematyczność w działaniu są ważne. Wielu motywacyjnych guru mówi, że samodyscyplina jest niezbędna i każdy powinien pracować nad swoim sukcesem niczym tresowany zwierz z cyrku. Bez odpoczynku. Bez refleksji, czy aby na pewno pędzę w dobrą stronę. Że bez tego nie zajdziemy nigdzie… Całą sobą burzę się jednak na takie wyobrażenie. Sukces? Tak, ale nie za cenę uwięzienia swojej duszy w jakimś kieracie!

A wystarczy drobna zmiana…

O wiele łatwiej będzie nam wykorzystywać silną wolę, gdy będziemy pracować nad celami, które są dla nas naprawdę ważne, które wynikają z pragnień naszej duszy. Jak mówi jedna z moich mentorek: Gdy podążamy za głosem intuicji, idzie nam znacznie łatwiej. Natomiast kierując się strachem, napotykamy na opór w życiu. Wszystko wydaje się komplikowaćWszechświat chce nas zawrócić ze ścieżki, która nie jest naszą.

Jak działać by nie więzić swojej duszy?

1. Planowanie zadań i ustalanie celów  w oparciu o wartości

W moim przypadku, biorąc pod uwagę wartości, które wyznaję w życiu, widzę wyraźnie, że tworzenie treści bez autentyczności i pasji, jest dla drogą donikąd. Mogę trenować silną wolę, postawić na samodyscyplinę, jednak bez oparcia w wartościach będzie to prowadzić jedynie wypalania i frustracji. To tak, jakbym wspinała się długo na szczyt góry. Kosztowało mnie to bardzo dużo wysiłku. Podskórnie czułam, że coś jest nie tak, ale dopiero na szczycie pozwoliłam sobie na chwilę refleksji, wsłuchania się w siebie i zobaczyłam, że to zupełnie nie ta góra, na którą chciałam wejść!

2.Medytacja

Dobrym pomysłem może być również medytacja. Tak rzadko zdarza nam się na co dzień doświadczać ciszy, gdy mamy możliwość wsłuchania się w swoją duszę, w ten cichutki głosik intuicji. On często podpowiada nam, co jest dla nas naprawdę ważne. Gdy medytuję nad swoją przyszłością, blog wciąż w niej jest. Tak jak i psychologia oraz praca z kobietami w formie kręgów, warsztatów i sesji indywidualnych. Jest książka, którą noszę w sercu od dawna. Jest doktorat. W sferze osobistej jest to założenie własnej rodziny, spotkania z przyjaciółmi i podróże. Dobrze jest mieć taką względną jasność, o co nam w życiu chodzi. Jeżeli chcesz, to mogę Ci w tym pomóc. Podczas sesji indywidualnych jest przestrzeń na to, abyś odpuściła sobie wszystkie „muszę” i „powinnam”, wsłuchując się w swoje autentyczne pragnienia, wołanie Twojej wilczej duszy.

3. Rytuały i nawyki

Przydatnym w wyrabianiu systematyczności i działania bez względu na okoliczności będą wszelkie wspierające nawyki i rytuały, np. robię sobie zieloną herbatę, odpalam zapachową świecę i siadam do pisania wieczornego posta. Zaobserwuj, co już robisz, gdy zabierasz się za pracę, aktywność fizyczną czy inne działanie, które chciałabyś wykonywać systematycznie. Co pomaga Ci wytrwać w swoich postanowieniach? Może czasem będzie to faktycznie wejście w tryb autopilota. A może możesz zrobić to zachowując się bardziej czule wobec siebie? Czasami wstaję 30 minut przed planowaną pobudką, żeby porobić kilka asan, które dodają mi energii. Zauważyłam, że jest mi łatwiej, gdy: 1) śpię sama; 2) w mieszkaniu jest ciepło (ale nie duszno); 3) śpię w legginsach (bo nie muszę już ich zakładać); 4) poprzedniego wieczoru położyłam się spać wcześniej (ok. 22); 5) mata jest pod ręką (pod łóżkiem). Dbam więc o swój komfort i wówczas działam efektywniej. Zastanów się, jak to jest u Ciebie. Jeżeli nie masz swoich nawyków, to nie widzę przeszkód, żebyś sobie takowe stworzyła! Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia.

4. Podążanie za ciekawością

Warto zrobić sobie czasem dzień czy wyznaczyć godzinę w ciągu dna, tygodnia, kiedy będziemy robić to, na co faktycznie mamy ochotę. Jeżeli chodzą za Tobą kolorowanki antystresowe, tańce w kręgu, wyjście do kina czy teatru, spróbowanie swoich sił w Runmagedonie albo poprowadzenie warsztatów dla dzieciaków, to pozwól sobie na to! Nie ograniczaj się tylko dlatego, że cos nie wypada czy nie zgadza się z pierwotnym założeniem Twojej marki. Posłuchaj siebie i zrób coś od czapy!  😉

5. Małe kroki

Przyznaj się, ile razy słyszałaś powiedzenie: Nie od razu Rzym zbudowano? Przyznam Ci się, że skuteczniej przemawia do mnie bardziej makabryczna metafora, a mianowicie jedzenie słonia. Nie pochłoniemy go całego na raz. Zjada się go po kawałku! Dobrze jest podzielić stojące przed nami cele czy zadania na małe kroki, które możesz wykonać w ciągu jednego tygodnia, dnia albo nawet krótszego odcinka czasu. Zapytaj się przy tym siebie: Jaki jest kolejny krok, który mogę wykonać, aby dotrzeć do mojego celu? Tak np. podczas pisania pracy dyplomowej czy robienia równie żmudnej, ale potrzebnej rzeczy (Ok, czasem może nawet ciekawej i przyjemnej), sprawdzi się metoda 15 minut. Obiecaj sobie, że siądziesz do pisania na 15 minut. Podobnie możesz wykorzystać ją w przypadku aktywności fizycznej – tylko 15 min spaceru na świeżym powietrzu. Jeżeli po tym czasie, nie będziesz chciała kontynuować, to po prostu odejdziesz i zaczniesz robić coś innego. Zazwyczaj jednak najciężej jest zacząć pisać, ćwiczyć, pracować, a później jakoś już nam idzie.

6. Odpuszczanie i odpoczywanie

Czasami po prostu trzeba sobie odpuścić, odpocząć. Nie zmuszać się do czegoś, co nie jest zgodne z pragnieniami naszego serca. I zrobić tym samym miejsce na nowe, doładować wewnętrzne baterie.


Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, zostaw po sobie jakiś ślad, skomentuj go. Napisz kilka słów od serca, będzie mi ogromnie miło. 

Ola Radomska